czwartek, 14 kwietnia 2011

Stare zdjęcia...

Powoli wracamy - odkopujemy z Moją stare zdjęcia, wkrótce mam nadzieję - będzie coś świeżego

piątek, 29 października 2010

Kolorowe życie...






Ktoś mógłby pomyśleć, że wiodę kolorowe życie spanko, jedzonko, spacerki... To tylko pozory!
Ja ciężko pracuję!
Przeszukuję stosy listków, aby wyszukać trop... Czego? Czegoś ciekawego ;)) Tam jest milion możliwości.
I znajduję źdźbło trawy :)) Pychotka :)) Soczyste! I ile witamin ;))
Pilnuję. Działki, domu, podwórka... Wszystkiego. Zachowuję się wtedy, jak rasowy stróż np. berneńczyk ;))
W domu sprzątam.  Nic, co zjadliwe nie leży na podłodze - okruszki od razu są wciągnięte - znaczy się zlizane, a np. suchy makaron - schrupany :)
Sprzątania butów zaprzestałem po tym, jak kilka razy zwrócono mi uwagę (ale delikatnie to napisałem, a tylko ja wiem ileto  było krzyku) - nie chcą, trudno - ich strata.
I cały czas pilnuję Mojej :) Jakoś ma skłonność zapominać, że obiad jest punktualnie o 13.00!!! Nie 13.03!!! I nie 13.06!!!  A kolacja o 18.00!!!
 I wiecie do czego doprowadziła mnie ta kobieta?  Że już godzinę, no może czasmi pół godziny wcześniej zaglądam do miski, idę do Mojej i przypominam. I powtarzam to co chwilkę, bo jak zapomni, to co ja biedny wtedy zrobię?

środa, 13 października 2010

Lubię takie dni...


kiedy jest ciepło,

słonecznie 

a w liściach chowa się cała masa nowych zapachów 

 nawet stary (liczy ponad 100  'ludzkich' lat!)  Ramzes  chodzi raźnym krokiem 

i z przyjemnością ogryza patyki 

 pozwalam Tuli bawić się z Moją i moim kółeczkiem

aby potem móc udawać, że chcę odzyskać zabawkę.

niedziela, 12 września 2010

Trochę słońca na pochmurne dni


Tak było 15 września w ubiegłym roku...
    

niedziela, 29 sierpnia 2010

Zadra...

To moja nowa koleżanka - no nie taka "bardzo nowa" - znam ją już pół roku, ale dopiero teraz Moja wyszukała jakieś fotki z czerwca i stąd ta prezentacja.
Zadra nie od razu przypadła mi do serca - dwa pierwsze spotkania były niezbyt miłe, bo lekko warczałem na nią. Moja tłumaczyła mi, że to dziecko, że jestem źle wychowany i muszę zmienić postawę i takie trele-morele.
Nadszedł taki dzień, że ogromnie ucieszyłem się na widok Zadziorki i od tej pory fajnie się bawimy.
Początkowo nie nadążała za mną biegać, często siadała zrozpaczona, że już nie ma siły i tchu gonić mnie.
Uwielbiam kluczyć pomiędzy krzakami, drzewami, chować się przed nią :)  Ona zaś cieszy się kiedy mnie dopada, a ja pokazuję jej swój brzuszek :)
Teraz, kiedy już jest większa i ma lepszą koordynację łap - szybciej mnie dogania, mało tego - przewraca! Ale też czuje przy tym do mnie respekt - nie zabiera mi moich patyczków :)
I co zauważyłem? Inne psy nie chcą się z nia bawić - uważają ją jeszcze za dzieciaka. Mnie to nie przeszkadza :) W końcu dorośnie :))    

środa, 11 sierpnia 2010

Czarne z brązowym na zielonym...


Oto Gal - bynajmniej nie Anonim ;))
Dla przyjaciół Galinko :)
Razem z Moimi wpadłem z wizytą - uwielbiam TO miejsce - czuję się tam jak w domu.
Moi też - miłe towarzystwo, piękne otoczenie i dobre przysmaki, nie mówiąc o naleweczkach Gospodyni


Przyjaźń moja i Galinki była na początku 'trudna', jak mawia jego Pani.
Na szczęście dla wszsystkich, to już zamierzchła historia.
Teraz ubóstwiamy siebie i możemy bawić się kilka godzin. Bez przerwy!
Nasi udają, że się denerwują - nawołują do odpoczynku, picia wody, spokoju...
Ale po co kiedy jest  t a k  fajnie!
Im to też się podoba, bo oczu oderwać od nas nie mogą, a Moja robi nam milion zdjęć.
Dzisiaj tylko kilka...



Do zobaczenia!!!

czwartek, 15 lipca 2010

Pływam!!!

Tyle lat żyję (ponad 3) i nigdy nie miałem okazji przekonać się, czy umiem pływać aż do poprzedniego weekendu.
Moi wraz z kilkoma rodzinami zastępczymi udali się bardzo, bardzo daleko.
Nigdy tak długo nie jechałem, ale zachowywałem się  grzecznie. Robili przewy w podróży, abym zrobił siku i napił się. Kiedy dotarlismy na miejsce było już ciemno, co nie przeszkadzało rozpalić ogniska i siedzieć jeszcze do późnej nocy. Tyyyyyyle nowych zapachów - wody w jeziorze, piaseczku, patyków ... Lasu!
Mimo, że miałem swoją kanapę do spania, to lepiej czułem się przytulony w nocy do Swojej :) Nie miała siły walczyć ze mną i wyganiać,  poddała się.
Rano poszliśmy tylko we dwoje nad jezioro i oto, co zobaczyłem. Ten pierwszy, Duży syczał na mnie! Warczałem, ale Moja nie pozwoliła mi hałasować, bo po pierwsze nie nalezy denerwować ojca (łabędziego), a poza tym to jezioro (Narie) lezy w strefie ciszy. Niech będzie ;)


Spotkaliśmy jeszcze kaczki - mój myśliwski instynkt walczył we mnie okrutnie. Jednak postanowiłem być grzeczny, aby zasłużyć na kolejne wycieczki (mam nadzieję, że to zostanie docenione)


 Pływałem na łódce i jak widać mam ogromną ochotę wskoczyć do wody


Buszowałem w różnych dziwnych miejscach (tu na starym katamaranie, na szczęście stojącym na lądzie)

 

Tak mieszkaliśmy



      Grzecznie czekam, aż wszyscy zjedzą śniadanko 


Pomiędzy jedną kąpielą a drugą wyglądam i....


moim oczom ukazuje się ...


... taka odważna dama


Zobaczyłem tego biednego kolesia -był mocno  zmęczony i zestresowany


Ale jego pani nie pozwoliła nam poznać się bliżej. Jak widać ciągnie go niemiłosiernie, co mocno zdenerwowało Moją


 Wszyscy wiedzą, że w TAKIE upały psy   m u s z ą   pić.
Taką elegancką zastawę (miskę) podają w Karczmie Warmińskiej w Gietrzwałdzie 
Nie ma wątpliwości, że lubią zwierzęta :))

Moja miała wrażenie, że na szczęście dla nas takich miejsc jest co raz więcej.
Wszędzie byłem BARDZO grzeczny :) Kiedy czytałem o spokojnym zachowaniu Enzo, martwiłem się, żę mój niesforny charakterek i emocje  wezma górę górę nad zasadami dobrego wychowania, które Moja bezustaniie mi wpaja (z różnym skutkiem ;)) 
Na szczęście udało się :)  Jedyne, co to Asia musiała być cały, caluteńki czas koło mnie. Najbliżsi i dobrzy przyjaciele nie mogli jej zastąpić, bo tak na prawdę bałem się, że mi się zgubi ;))





Dziękuję za miłe komentarze przy poprzednim wpisie, szczególnie za życzenia z okazji Dnia Psa :))