środa, 11 sierpnia 2010

Czarne z brązowym na zielonym...


Oto Gal - bynajmniej nie Anonim ;))
Dla przyjaciół Galinko :)
Razem z Moimi wpadłem z wizytą - uwielbiam TO miejsce - czuję się tam jak w domu.
Moi też - miłe towarzystwo, piękne otoczenie i dobre przysmaki, nie mówiąc o naleweczkach Gospodyni


Przyjaźń moja i Galinki była na początku 'trudna', jak mawia jego Pani.
Na szczęście dla wszsystkich, to już zamierzchła historia.
Teraz ubóstwiamy siebie i możemy bawić się kilka godzin. Bez przerwy!
Nasi udają, że się denerwują - nawołują do odpoczynku, picia wody, spokoju...
Ale po co kiedy jest  t a k  fajnie!
Im to też się podoba, bo oczu oderwać od nas nie mogą, a Moja robi nam milion zdjęć.
Dzisiaj tylko kilka...



Do zobaczenia!!!

czwartek, 15 lipca 2010

Pływam!!!

Tyle lat żyję (ponad 3) i nigdy nie miałem okazji przekonać się, czy umiem pływać aż do poprzedniego weekendu.
Moi wraz z kilkoma rodzinami zastępczymi udali się bardzo, bardzo daleko.
Nigdy tak długo nie jechałem, ale zachowywałem się  grzecznie. Robili przewy w podróży, abym zrobił siku i napił się. Kiedy dotarlismy na miejsce było już ciemno, co nie przeszkadzało rozpalić ogniska i siedzieć jeszcze do późnej nocy. Tyyyyyyle nowych zapachów - wody w jeziorze, piaseczku, patyków ... Lasu!
Mimo, że miałem swoją kanapę do spania, to lepiej czułem się przytulony w nocy do Swojej :) Nie miała siły walczyć ze mną i wyganiać,  poddała się.
Rano poszliśmy tylko we dwoje nad jezioro i oto, co zobaczyłem. Ten pierwszy, Duży syczał na mnie! Warczałem, ale Moja nie pozwoliła mi hałasować, bo po pierwsze nie nalezy denerwować ojca (łabędziego), a poza tym to jezioro (Narie) lezy w strefie ciszy. Niech będzie ;)


Spotkaliśmy jeszcze kaczki - mój myśliwski instynkt walczył we mnie okrutnie. Jednak postanowiłem być grzeczny, aby zasłużyć na kolejne wycieczki (mam nadzieję, że to zostanie docenione)


 Pływałem na łódce i jak widać mam ogromną ochotę wskoczyć do wody


Buszowałem w różnych dziwnych miejscach (tu na starym katamaranie, na szczęście stojącym na lądzie)

 

Tak mieszkaliśmy



      Grzecznie czekam, aż wszyscy zjedzą śniadanko 


Pomiędzy jedną kąpielą a drugą wyglądam i....


moim oczom ukazuje się ...


... taka odważna dama


Zobaczyłem tego biednego kolesia -był mocno  zmęczony i zestresowany


Ale jego pani nie pozwoliła nam poznać się bliżej. Jak widać ciągnie go niemiłosiernie, co mocno zdenerwowało Moją


 Wszyscy wiedzą, że w TAKIE upały psy   m u s z ą   pić.
Taką elegancką zastawę (miskę) podają w Karczmie Warmińskiej w Gietrzwałdzie 
Nie ma wątpliwości, że lubią zwierzęta :))

Moja miała wrażenie, że na szczęście dla nas takich miejsc jest co raz więcej.
Wszędzie byłem BARDZO grzeczny :) Kiedy czytałem o spokojnym zachowaniu Enzo, martwiłem się, żę mój niesforny charakterek i emocje  wezma górę górę nad zasadami dobrego wychowania, które Moja bezustaniie mi wpaja (z różnym skutkiem ;)) 
Na szczęście udało się :)  Jedyne, co to Asia musiała być cały, caluteńki czas koło mnie. Najbliżsi i dobrzy przyjaciele nie mogli jej zastąpić, bo tak na prawdę bałem się, że mi się zgubi ;))





Dziękuję za miłe komentarze przy poprzednim wpisie, szczególnie za życzenia z okazji Dnia Psa :)) 

wtorek, 29 czerwca 2010

Prezent od Berniego

O Bernim już pisałem, ale nie szkodzi pezypomieć jeszcze raz, bo to fajny kolega


Tu powyżej uwiecznione jest jedno z pierwszych naszych spotkań. 

Berniś w swoim ogrodku schował się w cieniu przed słońcem

A to jest prezent od niego - piłeczka ze sznurkiem

Mozna sią nią bawić na różne sposoby - przeciąganie

Gryzienie sznurka

Gryzienie piłeczki

Drapanie się zabawką

I klasyczne aportowanie

Mała rzecz a cieszy :))   Ja - bo mam radość z biegania, a Berniś - bo ma spokój ode mnie  ;)) 

środa, 26 maja 2010

Zabawa z piłką

Mój blogowy kolega Enzo pokazał, jak utylizować piłkę (sorki Enzo, to moje określenie)
Oglądając fim z nim w roli głównej przypomniałem sobie o fotkach, które zostały zrobione w ubiegłym roku na działce, a których jeszcze nie widzieliście.

Zabawa była super!






Troszkę się zmęczyłem ;))

środa, 12 maja 2010

Wiatr w ... uszach



Moja nie jest mistrzynią w robieniu mi zdjęć.
Nawet wie o tym, ale mimo tego nie robi żadnych postępów Mówi, .że to moja wina, bo z nią nie współpracuję.
Ale co poradzę, że kiedy wychodzę na spacerek to chcę wąchać i biegać, szukać zanjomych, zaznaczać teren, obszczekiwać nielubianych koleżków, przynosić kółeczeczko... Mam tyyyyyleeeee zajęć!
Teraz uwielbiam bawić się z moją nową kożanką - Zadrą. Jest biszkoptową, półroczną labradorką. Ona też mnie lubi :)) Mimo, ze nie moze mnie dogonić ;) Jednak czasami robię jej przyjemność i daję się zlapać - padam wtedy do góry brzuchem, ona skacze na mnie i cieszy się :)) Największą przyjemność mamy z podgryzania się :))
Chyba jestem dla niej atrakcyjny towarzystko, bo zauwazyłem, ze woli mnie od swojej zielonej piłeczki ;))
Poproszę Moją aby zrobila nam zdjęcie w czasie tych szaleństw.